Spacer internetowy

     z wyprawy na największy masyw górski w Alpach .:.

 

Zdobywcy Gór

    zapraszają do panoram .:.
Start .:. Relacje .:. Trekking .:. Drużyna jest tak mocna jak mocne jest najsłabsze ogniwo… TransAlp 2011 by Paweł
Drużyna jest tak mocna jak mocne jest najsłabsze ogniwo… TransAlp 2011 by Paweł Drukuj Email
Ocena użytkowników: / 3
SłabyŚwietny 
Relacje - Trekking
piątek, 26 sierpnia 2011 09:05

W drodze do Austrii.Gdy w 2008r. przeglądając stronkę Tomka Pawłusiewicza www.transalp.pl od razu wiedziałem że muszę spróbować czegoś innego niż walka z licznikiem rowerowym i przeciwnikami na trasach maratonów MTB. Od kilku lat planowałem roczny odpoczynek od współzawodnictwa na trasach maratonów MTB. Planem było oświecenie wolnego czasu rodzinie, dzieciakom, oraz regeneracji organizmu… Sezon 2011 miał być właśnie tym okresem..Celem kulminacyjnym tego sezonu miał być TransAlp 2011. Już początkiem roku wykrystalizował się 5-cio osobowy skład ekipy (Paweł, Marcin-Tasman, Patryk-Ślimak, Janek i Marcin), oraz zarys trasy. Miała wieść ona z Sankt Anton w Austrii, do Rivy del Garda we Włoszech po drodze mijając Ischgl, Scuol, Santa Maria, Livigno, Tirano, Ponte di Legno, oraz Tione.. Pomijając aspekty przygotowawcze wyprawy, w sobotę 6 sierpnia 2011r. cała ekipa wyruszyła z Krzeszowic do austriackiego miasteczka Sankt Anton am Arlberg – gdzie następnego dnia mieliśmy rozpocząć naszą przygodę z alpejskimi bezdrożami.


Niedziela 7.08.2011
Przy schronisku Heilbronner Hute.W dniu rozpoczęcia prawdziwej przygody - niedzielę rano budzi nas stukot kropel deszczu rozbijających się o dach naszej kwatery… Niczym niezrażeni, zaraz po śniadaniu wyruszamy w nieznane… Pogoda z godziny na godzinę staję się coraz gorsza… Temperatura spada w oczach, by zatrzymać się w okolicy 5tej kreski na plusie… Po 3 godzinach jazdy w ulewnym deszczu docieramy do schroniska Heilbronner Hute, gdzie w kameralnej sali spotykamy kilkudziesięciu podobnych nam całkowicie przemoczonych i zziębniętych transalpejczyków…
Już pierwszego dnia sprawdza się dobrze znane powiedzenie… Drużyna jest tak silna, jak najsilniejsze jest jego najsłabsze ogniwo.. Tym ogniwem w naszym teamie jest Marcin, który dosyć wcześnie weryfikuje swoje przygotowanie do tak ambitnej eskapady… Po krótkiej przerwie na ogrzanie i posiłek, ruszamy dalej… Zjazd do przepięknego miasteczka Ischgl upływa przy nieco lepszej pogodzie. W dużo lepszych humorach docieramy do miasteczka. Posilamy się w lokalnej restauracji, i rozpoczynamy finałową wspinaczkę do schroniska Heidelberger Hutte.. Początkowo stromym asfaltem, który sięga przeszło 25% nachylenia, a następnie drogą szutrową mozolnie wspinamy się do celu. Ostatni członek ekipy (Marcin) melduje się w schronisku tuż przed 20:00. Niewiele schronisk jest tak przyjaznych rowerzystom… Specjalne skonstruowane liczne suszarki w holu dla przemoczonego obuwia i pozostałych części garderoby, są gwarantem, że następnego dnia wszystko będzie suche. Podczas wieczornej obfitej kolacji serwowanej przez opiekunów schroniska (trzeba dodać za „słoną opłatą”) ogrzewamy się przy potężnym kaflowym piecu. Już tego wieczoru Marcinowi chodzi po głowie przerwanie tej morderczej walki z trasą oraz własnymi słabościami. Ostateczną decyzję postanawia podjąć następnego dnia. Mocno zmęczeni, ale zadowoleni udajemy się na nocleg.

Poniedziałek 8.08.2011r.
W schronisku Heidelberger HutteNa przełęczy FimberpassPoranek wita nas bezdeszczową pogodą, co wszystkim poprawia humory (pomimo faktu, że prognozy nie są optymistyczne). Zregenerowany Marcin postanawia kontynuować wyprawę. Na dobry początek, po śniadaniu czeka nas godzinne podejście na przełęcz Fimberpass 2608m. Zaraz po rozpoczęciu podejścia pogoda zaczyna płatać figle… Zaczyna mocno wiać, i okresowo padać. Docieramy na przełęcz, gdzie ponownie czekamy na Marcina. Szybkie fotki z plakatami ZG i Brubecka i zaczynamy się karkołomny zjazd w kierunku szwajcarskiego Scuol, gdzie mamy rozpocząć kolejną wspinaczkę na dobrze znany wszystkim transalpejczykom kanion Val d.Uina. Podczas tego zjazdu, powracają wcześniejsze problemy Marcina. Ekipa dzieli się na 2 grupy. Do przodu ciągną Patryk (Ślimak), Janek i Marcin (Tasman), a ja zostaję do pomocy Marcinowi. Umówiamy się, że będę na niego czekał na każdym rozwidleniu szlaków. Pierwszy trudny zjazd dobitnie pokazuje, że nie tylko na podjeździe można stracić sporo czasu… Val d'UinaZjazd z Fimberpass zajmuje chłopakom, którzy się od nas odłączyli ok. 15min (to zasługa wysokich umiejętności panowania nad rowerem, jak również możliwości sprzętowych dla tego typu tras). Ja jadąc ostrożnie pokonuję zjazd w ok. 25 min. Marcinowi zajmuje to aż godzinę. Około 14:00 wszyscy rozpoczynamy mozolną wspinaczkę do Val d’Uiny. Szutrowy podjazd pokonywany przy sprzyjającej aurze nie daje chwili wytchnienia, i często zmusza do zejścia z siodełka. Po 2h docieramy do kanionu. Ponownie dzielimy się na 2 grupy. Ślimak, Tasman i Janek ruszają dalej, a ja czekam na Marcina, który dociera mocno zmęczony po kolejnej godzinie oczekiwania. Wcześniej umawiam się z chłopakami, że zaczekają na nas przed rozpoczęciem zjazdu do Laatsch. W międzyczasie następuje splot okoliczności, które – jak się później okaże – spowodują poważne zmiany planów… Na wysokości 2300 nadciąga potężna burza… Noc zbliża się nieubłaganie, temperatura spada… Czekając na Marcina kontaktuje się SMS-owo z resztą ekipy, opisując sytuację na górze. Uzgadniamy, że chłopaki szukają noclegu już w Laatsch (początkowo celem było dotarcie do schroniska młodzieżowego w Santa Maria). Oczekując na Marcina pozostawiam rower, i chowam się pod pobliską skałą…, jestem również mocno przerażony… Myślę o Madziku i dzieciakach.., Kto przeżył burze w górach, wie o czym mówię.. Po 40min oczekiwania pojawia się Marcin, którego  dopingiem „sprowadziłam” do Laatsch. Na miejsce docieramy praktycznie nocą, całkowicie zziębnięci i przemoczeni z objawami hipotermii.. W tym momencie Marcin definitywnie kończy TransAlp… Decyzja była jedna… Powrót do samochodu, i dojazd autem do Rivy – gdzie miał na nas czekać…

Wtorek 9.08.2011r.
Droga na StelvioCałą noc biję się z myślami… W rezultacie, namową zmartwionej (przerażonej) żonki - Madzika, jak również rodziny decyduję, że nie zostawię Marcina samego i wracam razem z nim do St Anthon po samochód… Reszta ekipy kontynuuje zmagania z trasą… Jako współorganizator, pomysłodawca eskapady, czuję się odpowiedzialny za kolegę, którego zwerbowałem do tego przedsięwzięcia … Wcześnie rano, wyruszamy na rowerach (w tym przypadku nie było taryfy ulgowej) w ponad 100km trasę powrotną do St. Anton w Austrii. Droga powrotna wiedzie w większości mało ruchliwymi bocznymi drogami i ścieżkami rowerowymi. Podczas podróży powrotnej, rozmyślam o przerwanej przygodzie. Rodzi się złota myśl (jak się później okazało fantastyczny pomysł) etapu alternatywnego. Postanowiłam, że gdy tylko dotrzemy do auta, to pakujemy się i wracamy do Latach, skąd następnego dnia mam się zmierzyć się z Mekką szosowego kolarstwa górskiego we Włoszech, tj. podjazd na jedną z najwyższych alpejskich przełęczy – Passo di Stelvio – wysokość 2760m.

Środa 10.08.2011r.

W drodze na StelvioKawiarnia nad przełęczą Passo d'StelvioW słonecznej aurze, punktualnie o 9 rozpocząłem wspinaczkę na osławione Stelvio, by tuż przed 11:00 zameldować się na przełęczy… Tym razem towarzysz niedoli – Marcin – w podzięce za moje poświęcenie jest moim osobistym fotografem i jeżdżącym bufetem na trasie podjazdu. Podczas 2 godzinnej wspinaczki pokonuję 19km, 1600m przewyższenia. Moim małym sukcesem jest, że dokonuję tego bez zatrzymywania, pozostawiając z tyłu wielu adeptów kolarstwa szosowego na trasie (w dodatku jadąc na dużo cięższym rowerze z oponami przeznaczonymi do czegoś całkowicie innego). Na szczycie jak zawsze tłumy turystów, motocyklistów, cyklistów… Szybka seria zdjęć z plakatami ZG i Brubecka. Na deser- nagroda - 20 kilometrowy szalony zjazd do Bormio, gdzie pędząc po krętej drodze z prędkością dochodzącą do 70-80km/h zostawiam za sobą wszystkie napotkane na trasie automobile… Na dole 20 min oczekiwania na czarne Renault Scenic z Marcinem za kierownicą.. Fakt, że w tym przypadku auto jest dużo wolniejsze od rowera:) Widok z przełęczy Passo d'StelvioW Bormio pakuję rower na bagażnik i wsiadam do auta, gdzie czeka na mnie chłodne złote z pianką:). Usatysfakcjonowany etapem, delektując się złotym…  ruszamy w kierunku Rivy del Garda celem znalezienia noclegu na najbliższe dni, dla nas, oraz mających się pojawić w sobotę kolegów, którzy kontynuują zmagania z trasą. Środa jest dniem pogodowego przełamania dla wszystkich uczestników. Z nieprzewidywalnej, deszczowej zamienia się w piękną – słoneczną. Po dotarciu do Rivy w godzinach wieczornych, przeszło 2 godziny szukamy noclegu dla całej grupy. Tuż przed 22:00 poszukiwania wieńczy sukces… Mamy dogodny – niedrogi nocleg w samym centrum Rivy!!!

Czwartek 11.08.2011r.
TremalzoPoranek w Rivie… Kto nie przeżył – nie uwierzy… 8:00 a temperatura zbliża się do 30tej kreski.. Zakończyliśmy planowany TransAlp, ale nie kończymy przygody z rowerami.. Włoskie śniadanie i na szlak. Plan na dziś jest ambitny… 70km trasa, która w 80% pokrywała się z naszymi wcześniejszymi planami ostatniego etapu TransAlpu. Do pokonania najbardziej znany podjazd i zjazd w tym rejonie – TREMALZO… Początek ciężki.. Upał i 30km podjazdu z poziomu jeziora Garda – 50m – na przełęcz Tremalzo – ok. 1800m. Już sam nie wiem co lepsze… Upał czy chłód i deszcz.? Zarówno jedno, jak i drugie ogromnie męczące… Garda - widok ze zjazdu z TremalzoPokonując kolejne kilometry wspinaczki pochłaniamy ogromne ilości wody, która w momencie „wychodzi” przez skórę… Po ponad 3h wspinaczki docieramy na przełęcz… Temperatura niewiele niższa niż w dole… Na całe szczęście czeka nas teraz ok. 40km zjazdu. Najpierw 9km krętą szutrówką z licznymi tunelami docieramy do Passo Nota, by potem przez 20km balansować między ok. 1100-1200m w cudownej scenerii otaczających gór i jeziora Garda. Około 17 docieramy do Rivy.. Zmęczeni, ale zadowoleni posilamy się pyszną pizzą popijając lokalne złote…

Piątek 12.08.2011r.
Widok na jezioro Garda - kierunek południowy.Plan dnia podobny do wczorajszego… Pobudka, włoskie śniadanie z dużą ilością czarnego napoju:) Pakujemy plecaki i ruszamy w stronę Monte Baldo.. Temperatura jakby jeszcze wyższa niż w dniu wczorajszym… W Torbole rozpoczynamy wspinaczkę w kierunku Monte Baldo.. Początkowo zacienioną niezbyt strona drogą asfaltową, która z każdym kilometrem staje się coraz bardziej nasłoneczniona i bardziej stroma (10-15%). Jadę swoim tempem… Nie czekam na Marcina… Umawiamy się, że zaczekam na wysokości ok. 1100m w rejonie stacji nadawczej z antenami zamontowanymi na zboczu Monte Altissimo.. Jest to dobrze znane wszystkim bikerom miejsce widokowe z przepięknym widokiem na całe jezioro oraz Dolomity.. Dojeżdżam na do tego miejsca z 30min przewagą nad Marcinem. Zasiadam na platformie widokowej i podziwiam widoki… Riva del Garda - widok z platformy na zboczu Monte Baldo.Delektuję się chwilą… Robię zdjęcie za zdjęciem.. Dojeżdża Marcin… Kolejne zdjęcia… W tym miejscu można zatracić czas… Nie wiadomo, na czym oko „zawiesić”.. Po dłuższej chwili ruszamy dalej.. Tutaj zaczynają się moje problemy, a dokładniej problemy sprzętu… Marcin już wcześniej zauważa, że posłuszeństwa odmawia mój amortyzator, który zaczyna pluć olejem. W dodatku, tylna piasta zaczyna wydawać coraz dziwniejsze niepokojące odgłosy… Szybka weryfikacja planów… Zjeżdżamy do Rivy.. Na całe szczęście to przedostatni dzień w Rivie.. W międzyczasie odbieramy telefon od reszty ekipy.. Postanawiają skrócić wyprawę o jeden dzień. Proszą, byśmy podjechali do nich do Tione – 40km od Rivy. Wieczorem odbieramy chłopaków, i razem wracamy do Rivy. Na miejscu idziemy świętować nasze powodzenia i niepowodzenia do kameralnej knajpki w centrum pięknej starówki Rivy…
 
We will do it again….:)

P.S. Wielkie dzięki dla firmy BRUBECK za wsparcie techniczne podczas wyprawy.

 
Przetłumacz stronę na język angielski Wersja językowa - niemiecka

Licznik odwiedzin

Dzisiaj >22
Wczoraj >257
W tygodniu >522
W miesiącu >4351
Wszytskie >527711

Odwiedza nas

Naszą witrynę przegląda teraz 18 gości 

Ta strona używa cookie. Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. To find out more about the cookies we use and how to delete them, see our privacy policy.

I accept cookies from this site.

EU Cookie Directive Module Information