Spacer internetowy

     z wyprawy na największy masyw górski w Alpach .:.

 

Zdobywcy Gór

    zapraszają do panoram .:.
Start .:. Relacje .:. Trekking .:. Lawinisko w Korycie - Krywań
Lawinisko w Korycie - Krywań Drukuj Email
Ocena użytkowników: / 1
SłabyŚwietny 
Relacje - Trekking
wtorek, 21 kwietnia 2009 00:00
W końcu udało nam się wyjechać w Tatry. Celem było zimowe wyjście na Krywań. Przesada z tą zimą, bo mieliśmy już koniec kwietnia i dookoła zrobiła się już piękna wiosna. Wyjechaliśmy w sobotę po południu. Nocne poszukiwanie parkingu Tri studničky sprawiło nam sporo problemów. Okazało się niestety, że parking ten został zamieniony w skład drewna i nie ma tam miejsca, aby się zatrzymać. Noc spędziliśmy tuż obok nocując pod gołym niebem. Wydaje mi się, że był mały przymrozek. Gwiazdy migotały na niebie. Piwo było smaczne jak zawsze.
Wstaliśmy dość wcześnie. Pogoda zapowiadała się wspaniale. Widać było, że jest kwestią czasu, kiedy słońce oprze się o przeciwległe stoki. Dojście na miejsce trochę nas zaskoczyło. Niebieski szlak najpierw dość ostro schodził w duł, aby wejść na wylany asfaltem szeroki chodnik. Dopiero wtedy dopatrzyliśmy się na mapie, że ten chodnik to ścieżka rowerowa. Przydały by się zajęcia z topografii. Po drodze przechodziliśmy przez lawiniska, które wyjechały z południowych stoków przysypując nasz trakt. Widok robił wrażenie i dawał do myślenia. Kilka metrów zalegającego śniegu, dokładnie wymieszanego z korzeniami, konarami i kamieniami. Istoty żywe nie mają większych szans po wciągnięciu przez ten żywioł do swojej zabawy.
Dojecie pod grań w realu okazało się prawdziwą walką. Z góry z dzikim, zarośniętym i gęstym lasem. Z dołu zapadającymi się po kolana, a czasami głębiej, zaspami śnieżnymi. Czuliśmy się jak pierwsi zdobywcy Krywania. Siedemnasty wiek, pierwsze ślady ludzkiej stopy na tej dzikiej i niezdobytej górze. Gdzie rusz ślady głodnego wściekłego niedźwiedzia, tylko watahy rozwścieczonych wilków brakowało. Parcie na szczyt było tak, duże że nie zwracaliśmy uwagi na te niedogodności, choć nie jeden wytrawny traper dawno już by się wycofał. Nic nas nie było wstanie zatrzymać. W końcu udało nam przedrzeć przez gęstwinę i wejść do żlebu. Widok jaki odsłonił się naszym oczom wyłączył nas tak jak się wyłącza radio. Ciszę przerywały tylko cicho wymawiane „o ja pier…” i inne podobne temu przerywniki językowe. Weszliśmy w rynnę zmarzniętego śniegu, z którego wystawały powyrywane korzenie, olbrzymie głazy i gałęzie, a na obrzeżach tego żlebu leżały powykręcane jak gałązki wierzby, duże drzewa. Do ściany Krywania, od której zaczął się ten żywioł było jeszcze bardzo, bardzo daleko. Byliśmy w Kotlinie Krywańskie Koryto przez którą, przeszła potężna lawina. Lawiny które widzieliśmy wcześniej, przy tej okazały się być lekkimi i zwiewnymi zefirkami, które jedynie lekko obdzierały gałązki z drzew i zabierały luźno leżące kamyczki. Ta lawina zostawiła po sobie wyczyszczony żleb z wszystkich nawet największych drzew jakie spotkała na swojej drodze. Niewyobrażalne z jaką siła i prędkością poruszał się ta masa śniegu. Sesja dla fotografów i odbiliśmy w lewo na Krivánsky hrebeň, grań po lewej stronie żlebu. Tam w końcu przywitało nas ostre ciepłe słońce. Dzień dobry Słoneczko, i dlaczego tak późno? Marcin nałożył na swoją twarz taką ilość kremu, że w salonie kosmetycznym maseczki błotne są cieńsze. Następne kilka godzin to mozolne acz bardzo przyjemne zdobywanie każdego metra i poruszanie się w kierunku szczytu.
W czasie przerwy śniadaniowej w powietrzu ni stąd ni stamtąd pojawiły się płatki śniegu, niebo przybrało kolor ciemno granatowy, a okoliczne szczyty zadymiły, tonąc w mgle. W takich oto warunkach spożywaliśmy posiłek, delektując się wyniesionymi kluskami z groszkiem i orzechami, czy równie abstrakcyjnie przyprawionym kurczakiem. Żadne znaki na niebie nie zwiastowały zmiany pogody, więc nie pozostało nam nic innego jak zrobić fotkę, ustalić kolejny termin i zarządzić odwrót.

Trochę nie doceniliśmy odległości i wysokości od podnóża do szczytu, ale trzeba potraktować ten wyjazd jako świetny rekonesans przed letnią powtórką!
 
Przetłumacz stronę na język angielski Wersja językowa - niemiecka

Licznik odwiedzin

Dzisiaj >38
Wczoraj >279
W tygodniu >1351
W miesiącu >5180
Wszytskie >528540

Odwiedza nas

Naszą witrynę przegląda teraz 32 gości 

Ta strona używa cookie. Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. To find out more about the cookies we use and how to delete them, see our privacy policy.

I accept cookies from this site.

EU Cookie Directive Module Information