Spacer internetowy

     z wyprawy na największy masyw górski w Alpach .:.
Start .:. Relacje .:. Wyprawy .:. Mont Blanc 05
Mont Blanc 05 Drukuj Email
Ocena użytkowników: / 1
SłabyŚwietny 
Relacje - Wyprawy
Wpisany przez Wojtek   
wtorek, 24 marca 2009 22:19

Data wyprawy: 02.07.2005 - 08.07.2005

Uczestnicy:

  1. Maciek Kozioł - Kierownik wyprawy
  2. Cezary Korabiewski
  3. Bogdan Bednarz
  4. Krzysztof Tracz
  5. Paweł Ząbek
  6. Piotrek Gawron
  7. Wojtek Wałczyk
  8. Zbyszek Dumański

Z różnych względów, głównie logistycznych jak i sytuacji politycznej w Gruzji, wybór padł na Mont Blanc. Decyzja zapadła w grudniu 2004 roku. Czasu na przygotowanie się do tej wyprawy, biorąc pod uwagę braki sprzętowe jak i ustalenie wszystkich szczegółów, tak naprawdę nie było dużo. W międzyczasie założyliśmy przy naszym Browarze, Zakładową Sekcję Turystyki Górskiej pod patronatem Klubu Wysokogórskiego w Bielsku Białej, co umożliwiło nam w bardziej formalny sposób zaistnieć w naszej firmie. Decyzja ta spotkała się z bardzo pozytywnym odbiorem w naszym zakładzie, jak również z dużą aprobatą Dyrektora Browaru Jerzego Dwornickiego.

Przewodniczącym klubu został wybrany Maciej Kozioł a jako wiceprzewodniczącego jednogłośnie wybrano Waldemara Kuplera.

Przy tej okazji chcemy podziękować Dyrektorowi Jerzemu Dwornickiemu oraz Krzysztofowi Jaskowi za duże wsparcie przy założeniu naszego klubu.

Po okresie przygotowań, pełnym wielkiego zaangażowania wszystkich uczestników jak i odrobiny chaosu oraz "selekcji" ochotników na tą wyprawę, przyszedł nareszcie ten dzień, dzień wyjazdu.

Ze względu na duże doświadczenie we wspinaczce wysokogórskiej, naszym przewodnikiem został Bogdan, który zdobył już Mont Blanc 6 lat temu. Podróż do Francji nie odbyła się bez przygód. Tuż po przekroczeniu granicy polsko-słowackiej Cezary otrzymał telefoniczną wiadomość z domu i zmuszony został do powrotu i rezygnacji z wyprawy. W Szwajcarii doszło do kolizji drogowej, w wyniku której uszkodzony został tył jednego z naszych samochodów. Po dotarciu do Chamonix i zrobieniu drobnych zakupów, rozbijamy nasz pierwszy obóz w miejscowości Les Houches. Następnego dnia kolejką linową wyjeżdżamy na wysokość 1800 mnpm i stamtąd idziemy w górę. Później wzdłuż torów kolejki zębatej, mijając Le Nid d' Aigle- punkt widokowy i ostatni przystanek kolejki. Po południu dochodzimy do schroniska Tete Rousse na wysokości 3160 m. n.p.m. w pobliżu którego, rozbijając namioty, zakładamy główna bazę wypadową.

Spore doświadczenie Maćka w kontaktach z obcokrajowcami powoduje, że zostaje wytypowany do uzyskania informacji dotyczących prognozy pogody na następne dni. Przy tej okazji, w schronisku Maciek poznaje bardzo sympatyczną Francuzkę. Ku naszemu zaskoczeniu, owa Francuzka tuż po zmroku odwiedziła nasz obóz oznajmiając, że zarezerwowała nam noclegi w wyżej położonym schronisku Gouter. Schronisko to ma być naszym punktem wypadowym na szczyt Mont Blanc. Kolejny dzień przynosi same niespodzianki. Rano Maciek oznajmia, że ze względu na złe samopoczucie zostaje w bazie. Podejrzewamy, że ma to coś wspólnego z nowo poznaną przez niego Francuzką. Reszta członków wyprawy postanawia jednak pójść dalej.Podejście do Gouter nie należało do najłatwiejszych. Po drodze należało szybko przeskoczyć żleb spadających kamieni i wspinać się po skałkach asekurując lonżą.

Pierwsi do Gouter docierają około południa i wtedy następuje załamanie pogody. W krótkim czasie zaczął wiać bardzo silny wiatr i padać śnieg. Na szczęście burza zaczęła się dopiero, gdy już wszyscy dotarli do schroniska.Prognoza pogody na następne dni okazuje się jednak niepewna i w takich niepewnych nastrojach kładziemy się spać.

O godzinie drugiej nad ranem kiedy planowaliśmy atak na szczyt, w dalszym ciągu wiał silny wiatr. Półtorej godziny później pierwsze grupy z przewodnikami jednak wychodzą ze schroniska. My również wyruszamy. Dla asekuracji spinamy się liną i tak związani wyruszamy w drogę na szczyt. Ze względu na chorobę wysokościową Wojtek i Zbyszek postanawiają wracać. Kroczek po kroczku, już tylko w czwórkę - Bogdan, Piotrek, Paweł i Krzysiek, idziemy dalej. W połowie drogi wychodzi słońce, jednak wiatr w dalszym ciągu jest silny. Po drodze, dla nabrania sił, robimy krótki odpoczynek w schronie Vallot. Sił coraz mniej a droga coraz bardziej stroma. Bogdan jest naszą "lokomotywą", która uparcie ciągnie na szczyt. Końcówka drogi to marsz w stylu alpejskim: 10 kroków i krótki odpoczynek. Trudno jest nam na tej wysokości złapać trochę tlenu. Grań przed samym szczytem okazuje się przy tym silnym wietrze bardzo niebezpieczna i trzeba bardzo uważać, aby nie polecieć w dół, ale my ciągle idziemy w górę.

Przed godziną jedenastą szczyt nareszcie zostaje zdobyty !!

W schronisku Gouter witają nas już zdrowi Wojtek i Zbyszek oraz szczęśliwy Maciek. Który samotnie pokonał podejście do Goutera, i "z małymi przygodami" dochodzi do schroniska. Oszołomieni naszym sukcesem wręcz wymuszają na Bogdanie żeby następnego dnia poprowadził pozostałą część ekipy na szczyt. Późnym popołudniem zdobywcy szczytu, za wyjątkiem Bogdana schodzą do bazy przy Tete Rousse.

O północy Zbyszek wychodzi ze schroniska a dwie godziny później Bogdan, Wojtek i Maciek. Noc jest wyjątkowo pogodna i ciepła, co "wytrawnych górali" powinno było ostrzec przed nadchodzącą, gwałtowną zmianą pogody. Dochodzą do obserwatorium Vallot. Maćka dopadła choroba wysokogórska. Pada na podłogę ledwie żywy. Przez ciągłe podawanie herbaty z stopionego śniegu, przywraca go do jako takiego stanu. Zajmuje to Bogdanowi i Wojtkowi około dwóch godzin. Oczywiście , w tym momencie odezwała się matka natura i na 18 stopniowym mrozie Maciek został zmuszony do skorzystania z wysokogórskiej toalety. Jak sam stwierdził - "jest to swego rodzaju niesamowite przeżycie - wieje z dołu i to mocno". Na domiar złego zatrzasnęły się drzwi, jednak zawezwany na pomoc Bogdan uwalnia Maćka od przymusu wyjścia przez kanał wylotowy.Oto kolejny dowód na to, że w góry nie wolno iść samemu.

W międzyczasie następuje załamanie pogody. Prawie identyczne jak dwa dni wcześniej. Z góry dociera Zbyszek. Nie dotarł na szczyt. Ze względu na fatalne warunki atmosferyczne zawrócił do Vallota a po naradzie wszyscy wracają do Gouter Po odpoczynku schodzą do bazy. Pogoda przy zejściu jest fatalna - wieje wiatr, pada śnieg z deszczem, szlak jest oblodzony a gęste chmury ograniczają widoczność.

Maciek i Zbyszek są bardzo przemoknięci, ale po raz kolejny umiejętności językowe Maćka powodują, że załatwia nocleg dla siebie i Zbyszka w schronisku, natomiast reszta śpi w namiotach. Wyglądający na zrelaksowanego i wypoczętego, spakowany już Maciek przychodzi do bazy i budzi resztę teamu, poganiając raz za razem opieszałych. Schodzimy do Chamonix tą samą drogą, którą wychodziliśmy. Rozbijamy namioty na kempingu i następnego dnia rano jedziemy do kraju. Już bez przygód, docieramy do Żywca o czwartej nad ranem.

Zdobycie tej góry pokazało nam, jak duże znaczenie ma samozaparcie i motywacja przy pokonywaniu swoich słabości fizycznych jak i psychicznych a tym bardziej nasza satysfakcja jest większa, że nie mieliśmy zbyt dużego doświadczenia w zdobywaniu takich gór. Mamy nadzieję, iż ta wyprawa będzie początkiem naszych dalszych wypraw w wysokie góry całego świata.

alpy,mont blanc, wyjście na mont blanc, Tete Rousse, Aiguille du Gouter, zdobywcy gór, zdobywcygor.pl

Mont Blanc - 4807 m n.p.m.

 
Przetłumacz stronę na język angielski Wersja językowa - niemiecka

Licznik odwiedzin

Dzisiaj >141
Wczoraj >279
W tygodniu >1454
W miesiącu >5283
Wszytskie >528643

Odwiedza nas

Naszą witrynę przegląda teraz 72 gości 

Ta strona używa cookie. Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. To find out more about the cookies we use and how to delete them, see our privacy policy.

I accept cookies from this site.

EU Cookie Directive Module Information