Spacer internetowy

     z wyprawy na największy masyw górski w Alpach .:.

 

Zdobywcy Gór

    zapraszają do panoram .:.
Start .:. Relacje .:. Trekking .:. Rysy
Rysy Drukuj Email
Ocena użytkowników: / 2
SłabyŚwietny 
Relacje - Trekking
Wpisany przez Wojtek   
wtorek, 24 marca 2009 22:51

Cel: Rysy 2499 m n.p.m.
Data wyprawy: 09-02-2008
Uczestnicy: Paweł, Marcin i Przemek
Warunki i przebieg wyprawy: Ranek i przedpołudnie zachmurzenie, po południu przejaśnienia. Zimno i wietrznie.

Pomysł wyjścia narodził się w zwariowanym umyśle Marcina "Pasibrzucha" kilka tygodni wcześniej. Najwyższy punkt Polski zimą to brzmi dumnie. Zaproszenie na bloogu pojawiło się już w połowie stycznia. Do samego końca nie było wiadomo, kiedy i kto na ten wyjazd się załapie. No i dziewiątego lutego udało nam się zebrać i podjęliśmy rękawicę. Ja czyli Zombi, Marcin i Przemek. Jeszcze z Żywcu Prezes Maciek nakazał nam zabranie ze sobą detektorów lawinowych, łopat i sąd. Widać, że jest świeżo po szkoleniu lawinowym. Na stronie TOPR'u od kilku dni była 2, więc wszystko dobrze prognozowało.

Umówiliśmy się w piątek Kuźnicach na stacji BP. Marcin zostawił samochód u znajomego w Zakopanem. Następny przystanek to parking na Łysej Polanie. Tam zdziwiony koleś przywitał nas hasłem: "A Panowie czego tu szukacie". Nie ma to jak góralska gościnność .

Ja z Przemkiem na nartach turowych Marcin z buta wyruszyliśmy do schroniska "Morskie Oko". Ta droga, to zmora wszystkich turystów, ale innej niema.  Przemek od początku coś kombinował. Sprzedał nam kit, że będzie wychodził do schroniska krokiem łyżwowym - jak na biegówkach. Po 20 minutach jednak staną pod pretekstem założenia fok. Jak się 10 minut później okazało, podobno całkiem przypadkiem przejeżdżający do Mo-ka samochód, zatrzymał się i pozwolił mu się przypiąć na hol. Zdrajca jeden, nie kolega.
Jak doszliśmy do schroniska siedział wygodnie w pokoju u nowo poznanych kolegów z Krakowa. Wcześniej  też zostali przez niego minięci podczas dojścia do schroniska, co było równie zaskakujące dla nich jak dla nas. Oni również nie oszczędzili sobie kwiecistych niecenzuralnych wiązanek na jego cześć. Gekony, tak się zwą kolesie, oprócz ciężkich plecaków w rękach dzielnie trzymali całe reklamówki puszek złocistego trunku. To tłumaczyło ich frustrację na drodze.

W schronisku pozwoliliśmy sobie na małą wymianę poglądów na temat obuwia i poszliśmy spać. Było po 12.00 to znaczy była już sobota. Marcin uparcie próbował ustawić budzik na 4.00, chyba piwo i zmęczenie dawało mu się we znaki.

Rano Marcin i tak wstał ostatni, dobrze że udało na się wyjść o 7.00. Pogoda nie była zbyt zachęcająca. Bardzo nisko wisiały chmury było szaro i nie zachęcało to do wędrówki. Droga jak Podejście pod Rysyto w zimie wiodła przez środek Morskiego Oka i Czarnego Stawu pod Rysami. Przemek dzielnie walczył na tourach. Niestety samo przejście pomiędzy Morskim a Czarnym zajęło mu dwa razy więcej czasu niż nam, poruszającym się z buta. Po drodze podziwialiśmy twardzieli wspinających się na Kazalnice. Jak się później dowiedzieliśmy jeden z zespołów miał do zrobienia dość trudną dwu-dniową drogę z noclegiem w ścianie. Powodzenia chłopaki taki sport to jeszcze nie dla nas. Trochę na Czarnym doszliśmy Gekony, i ruszyliśmy razem do góry. Ich celem były Niżnie Rysy 2430 mnpm, naszym Polskie Rysy 2499 mnpm. Przemek cały czas walczył na nartach no i zostawał w tyle.  Niepotrzebnie kierując się świeżymi śladami wpieprzyliśmy się pod Bulę gdzie straciliśmy około godziny. Prawdę mówiąc zastanawiałem się tam, jak my będziemy wracać tą drogą. Warunki były trudne, śnieg był bardzo sypki, każdy krok kosztował bardzo dużo siły, trzeba było solidnie wkopywać nogi, a dodatkowo wymagało to dużego skupienia aby nie zjechać kilkadziesiąt metrów niżej. Ale jakoś poszło. Jak tylko minęliśmy skały odbiliśmy w żleb pod ścianę. Jeszcze krótki odpoczynek, batonik herbatka. Gekony zmieniły swój plan i zadecydowali najpierw z nami wyjść na Rysy a potem dopiero na Niżne. Jak się później okazało podejście na ten pierwszy szczyt było na tyle wyczerpujące że drugiego nie udało się już zrobić. Ruszyliśmy w górę i zaczęła się golgota. Z jednej strony każdy krok zbliżał nas do krańca ludzkich możliwości, z drugiej odkrywały się przed nami niesamowicie przepiękne widoki dymiących, ośnieżonych szczytów nakręcając nas do pięcia się coraz wyżej i wyżej. Pułap chmur był zawieszony dość nisko i wyjście nad pofalowane morze białych obłoczków dawał nam niesamowitą frajdę.  Szczyt udało się zdobyć przed 1.00. Błogie uczucie, góra się w końcu się poddała. Widoki były wspaniałe odsyłam do galerii gdzie można znaleźć całą sesję.

Schodząc w dół tuż pod szczytem minęliśmy Przemka. Dzielny chłopak całą drogę od Buli gdzie musiał odpiąć narty bo już się na nich nie dało podchodzić, niósł je przypięte do plecaka. Prawdę mówiąc mam trochę wyrzuty sumienia, ponieważ sam wsadziłem mu do plecaka jeszcze linę. To chyba za karę, bo tylko jemu dzień wcześniej udało się dojechać do Mo-ka bez wysiłku. Przez pierwsze 40 minut staraliśmy się schodzić bardzo ostrożnie, dwa razy przymierzając gdzie stawiamy buty. Na szczęście dla nas jeden z Gekonów usiadł i tak oto metodą dupo-zjazdu w ciągu 20 min byliśmy nad Czarnym.

W schronisku nie mogliśmy sobie odmówić schabowego z kapustą i dużej piany. Nie wyobrażacie sobie jak to smakowało. Po dobrej godzinie zaczęliśmy się rozglądać za Przemkiem, którego ani było widać. A przecież minęliśmy się tuż pod szczytem. Podeszliśmy nawet do dyżurnego TOPRu, gdzie ustaliliśmy cały plan ekspedycji ratunkowej, na szczęście zguba pojawiła się w odpowiednim momencie.

W niedzielę dowiedzieliśmy się że w dniu naszej wyprawy, Artur Hajzer który wspinał się w rejonie Ciemniaka w paśmie Czerwonych Wierchów w Tatrach Zachodnich został porwany przez lawinę. Na miejsce poleciało śmigło. Na szczęście Hajzer doświadczony himalaista wystawił rękę z czekanem ponad powierzchnię śniegu co bardzo ułatwiło jego znalezienie. Hajzer wspólnie z Jerzym Kukuczką w 1987 r. dokonał pierwszego zimowego wejścia na Annapurnę, jest też zdobywcą Manaslu w 1986 r. wraz z Jerzym Kukuczką, oraz Shisha Pangmy w 1987 r. wraz z Wandą Rutkiewicz, Ryszardem Wareckim i Jerzym Kukuczką.

Prezes Maciek miał jednak rację, nie wolno lekceważyć gór zimą . Nawet przy 2 stopniu zagrożenia lawinowego trzeba być ostrożnym i mieć ze sobą sprzęt, to może uratować życie.

Dziękuję Gekonom za wsparcie podczas wyjścia. Mam nadzieje, że jeszcze będziemy mieć przyjemność się spotkać na szlaku, albo w jakimś schronie na piance. 


Rysy

 Rysy - Marcin i Paweł

 
Przetłumacz stronę na język angielski Wersja językowa - niemiecka

Licznik odwiedzin

Dzisiaj >38
Wczoraj >279
W tygodniu >1351
W miesiącu >5180
Wszytskie >528540

Odwiedza nas

Naszą witrynę przegląda teraz 31 gości 

Ta strona używa cookie. Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. To find out more about the cookies we use and how to delete them, see our privacy policy.

I accept cookies from this site.

EU Cookie Directive Module Information